bo warto pierdolić dobre rzeczy dla błahostek.
super warto.
ostatnio nader często słyszę, że pokora i skromność w życiu nie popłacają. a na pewno nie zawodowym. myślałam nad tym jakiś czas, wczoraj rozprawiałam o tym z przyjacielem i wtem uświadomiłam sobie, że to bardzo przykra prawda.
ale chociaż prawda jest przykra, to wyciągam z niego wcale nieprzykry wniosek - minutowa sesja przed lustrem pod tytułem 'bo jak nie ty, to kto?" daje kopa na cały dzień ciężkiej pracy. :)
to jest mega głupie, ale kiedy chcę pojojczyć to jojczę, a kiedy naprawdę czuję się beznadziejnie i fatalnie to nie pisnę ani słowa.
obudziłam się dziś z dobrym humorem, żeby po chwili stwierdzić, że przez pierdołę mogłam zjebać znajomość, którą cenię. poziom mojej nienawiści do samej siebie wykracza poza skalę.
bardzo potrzebuję przyjaciela.
niby zawsze jestem z wami, ale tak naprawdę nie jestem częścią was. i coraz dobitniej sobie to uświadamiam.
że tu nie ma dla mnie miejsca.
bat hu kers, ajm gona hef fan tumorou najt!
licencjat w styczniu, ot.
z każdym upływającym dniem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, ze powinnam stąd wyjechać, nie widze tu dla siebie przyszłości. mam coraz wiecej wątpliwości i pytań, decyzji do podjęcia, z którymi nie potrafię się zmierzyć. to przykre, ale chyba nawet przyjaciele niewiele tu pomogą.
mam ochotę na spacer nad wisłą, ale zjedzą mnie komary.
w sobotę kolejna edycja imprezy, któa okazałą sie najlepszą w moim życiu, mam nadzieję, że i teraz będzie podobnie. <3
tyle znaków zapytania...
osatatnio mądrze zauważyłam, że to co złe zdominowało moje życie i czas to zmienić. minie kilka chwil, nim się odnajdę w moim nowym postanowieniu, ale na pewno o wiele bardziej opłaca się poświęcić czas ludziom których się kocha, a tych którzy stoją za smutkami po prostu odsunąć za horyzont.
dzisiaj znowu zajrzałam do starych blogów, forów i innych źródeł mojego upokorzenia. uśmiałam się jak głupia i jestem szczęśliwa, że tyle już w życiu osiągnęłam. byłam w egipcie (oj ale to było marzenie dwunastolatki, osom :D) i przeżyłam taką miłość gdzie czasami dech mi ze szczęścia zapierało, niestety nieszczęśliwą, ale godną zapamiętania. jedno tylko zaobserwowałam, zawsze i wszedzie miałam miękką dupkę.
tyle osób już w nią kopało, a ja nie wyciągałam wniosków. czas najwyższy.
no i co robić po licencjacie? nie mam pojęcia.
kasiu odpuść, tak na wstępie. tyle osób powtarza to samo od paru dni, więc coś w tym musi być.
dochodzę do wniosku, ze samotnym osobom musi być bardzo źle w życiu. i czasami nawet jak się wyciągnie do nich rękę, to nawet nie umieją z niej skorzystać, to smutne.
dowiedziałam się ostatnio, że jestem fałszywie skromna. chciałabym poruszyć ten temat bo poczułam się nim dotknięta. też chciałabym srać po gaciach ze szczęścia, że omg wymiotłam kosmos moim kosplejem, albo rozpierdoliłam wrzechświat swoim ryjem, ale hell - jeśli tak nie jest i JA o tym wiem, bo wiem, że mogłam coś zrobić lepiej to po chuj grzmocić na około, że jest inaczej? ja wiem, że są osoby, które się podbudowują takim zachowaniem w jakiś sposób, ale ja tego nie praktykuję, bo po prostu nie umiem. widzę, że mogło być lepiej, to nie ma się czym chwalić. a jeśli coś zrobię dobrze, to wiem, że zasługuje to na pozytywną krytykę. to taka prosta filozofia i widać nie każdy ją rozumie. widzę swoje błędy i nie robię z nich na siłę sukcesów, mimo, że to straszliwie modne.
oj tak, sram bursztynem, co? :P
aha i tak na przyszłość, wszędzie są kółeczka wzajemnej adoracji, WSZĘDZIE, niestety musicie to zaakcepować. to naturalne i nic tego nie zmieni.
po ostatnim weekendzie doszłam do zajebistego wniosku, że ludzie potfrafią się zmienić również na LEPSZE - nie tylko w tę drugą stronę. to był bardzo udany weekend pełen radości bliskich mi twarzy. :)
i zaczęła się szkola, bum.
dzisiaj obchodzę walentynki. mam nadzieję, że udanie. <3
to będą smutne i samotne święta, ale takie muszą być.
no potrafię walczyć z chorobą, więc od niej uciekam. to najprostsze, ale jestem za słaba na cokolwiek innego.
dzisiaj otworzyłam kuferek, w którym chowam wszystkie pierdoły, ważne pierdoły. stare zdjęcia, listy, kartki pocztowe, wejściówki na konwenty, przypinki i inne. może to trochę filmowe, ale udało mi się nad nimi powzruszać.
to wszystko, co mi zostanie.
i teraz życzcie mi powodzenia, bym nie zachłysnęła się czyjąś spontaniczną i znikomą czułością bo zginę.
wesołych i zdrowych świat, spędźcie je z waszymi rodzinami i kochajcie je bez względu na to jakie są. i czy jeszcze są rodziną czy już bardziej team A i team B.
ah, zajrzyj tutaj. deviantART.
© zrobione przeze mnie i dla mnie. jasne?.